Miot J

ur. 26.05.2008r

2/1 żółte

JEDYNA TAKA
JAŚ WĘDROWNICZEK
JĘDRNY JĘDREK


RODOWÓD:

 

CLAYTON of Island's Dream Omoi-Kane
de la Fontaine
de Poigny
Mortimer des Terres de la Rairie

Hautain des Terres de la Rairie

Flower des Terres de la Rairie

Idesse de la Vallee du Prieure Flipper des Terres de la Rairie 
Gretel des Petites Vernieres  

 

Stanley Yankari ZEP v.d. lingestreek
Quadria Bonoda 
Cassiopeia of Bacardi  ZEP v.d. lingestreek
Ördögűző Beril
 HALUCYNACJA Korona Borealis  ORION-F Di Tor Lupara
 ROYAL de la Benjamine
JEFE INDIO de Garaba
OVER'la De la Benjamine
 PRIMABERA 
des Petites Vernieres
 HOLDING Di Tor Lupara
 MANDARINE 
des Petites Vernieres
 FLAMENCO Korona Borealis  MAO De Mezon Rolles
 JÓZEFINA z Kuźni Napoleońskie
ETRA ESTATUA Draconis  WIKING INSOLET Aurifex
 MAYA MANILA Polaris

 

GALERIA MALUCHÓW

 

          

           

     

 

 

 

 HISTORIA JĘDRKA 

 

Cała prawda o Jędrku…

 

Przez długi czas milczałam w sprawie Jędrka. Uważałam, że prawda sama się obroni…

 

Teraz po niemalże 2 latach postanowiłam napisać o psie, który urodził się w moim domu i o ludziach, którzy mieli sie nim opiekować....

 

Było to przesłodkie i bardzo rokujące szczenię, już przed jego narodzeniem zgłosiło się do mnie małżeństwo, które zapewniało mnie o swej miłości do rasy i zwierząt wszelakich….

Ach jak cudnie rysowali swój portret, opowiadając o uratowanych przez siebie zwierzątkach…

 

Pieska zaszczepionego p/ chorobom zakaźnym, odrobaczonego i z pełną wyprawką, odebrali ode mnie w lipcu 2008r.

Mieszkaliśmy bardzo blisko siebie dlatego też liczyłam na to, że od czasu do czasu będę mogła obserwować rozwój psiaka, dlatego też bez większego zawahania wydałam go na zasadach współwłasności. (Ponieważ po wpłaceniu zadatku na malucha ich sytuacja finansowa, uległa zmianie. Twierdzili, ze to chwilowe… Że bardzo pragną tego psa, uwierzyłam)

 

Pieska od lipca do marca widziałam raz… Dochodziły mnie tylko wiadomości, o żółtym młodym dogu, bezpańsko biegającym przy ruchliwej ulicy. Znajomi opisywali szczenię, które kilka dni po odebraniu z hodowli taplało się w brudnym stawie… Pomimo kwarantanny poszczepiennej. Cud, ze to szczenię było na tyle silne, aby przejść przez to, bez uszczerbku na zdrowiu.

 

Pisałam, prosiłam… Za każdym razem opiekunka obiecywała ze zajmie się psem, zadając mi jednocześnie pytanie „Co zrobić żeby było taniej ??”. Jedyna odpowiedz jaka mi się nasuwała… to oddać doga, bo taniej nie będzie…

 

Później przestała już odbierać ode mnie telefony…

 

Jakie było moje zdziwienie kiedy po kilku miesiącach, w marcu zadzwoniła do mnie prosząc o spotkanie…

Oczywiście zaprosiłam ją do siebie, przyszła razem z mężem,

Niestety bez Jędrka…

Zaczeli opowiadać o swoich kłopotach mieszkaniowych i finansowych…

I jak się okazało, już na wstępie naszej znajomości, zostałam przez nich oszukana. Przedstawili mi się jako ludzie bardzo majętni, z własnym mieszkaniem (nie jednym). Ze środkami na utrzymanie rodziny i psa…

Niestety, nie było w tym prawdy.

Mieszkanie w którym przebywali nie należy do nich. Okazało się, że jest własnością teściowej, która postawiła stanowcze veto.

PIES MA ZNIKNĄĆ Z JEJ DOMU !

 

I właśnie z tym problemem udali się do mnie, prosząc o „hotelowanie” Jędrka przez kilka tygodni, na czas, jak to określili, udobruchania teściowej. Twierdzili, ze jest im ona potrzebna do załatwienia kredytu, który pozwoliłby im się wyprowadzić…

 

Od początku wydało mi się to niedorzeczne. W zasadzie jedyne pytanie nasuwające mi się wtedy, brzmiało „ a co będzie potem ?” za miesiąc, dwa, trzy ?? Co jeśli nie załatwią kredytu ??

 

Postanowiłam jednak im pomóc… Nie mogłam wziąć do siebie kolejnego doga, ponieważ wtedy miałam 3 swoje pupile… Jędrek nie mógł też zamieszkać w hotelu, bo opiekunów nie było na to stać…

Prosiłam, żeby się zastanowili, że dla młodego psa najlepiej będzie jeśli się go zrzekną, że to nie jest zabawka, nie można go chować przed teściową, trzeba go dobrze karmić i troszczyć się o niego…. Że każda miłość, również ta do zwierzęcia musi być odpowiedzialna.

Usłyszałam stanowcze NIE, w ich mniemaniu Jędrek był zbyt wiele WART żeby się go zrzec.

 

Pomogłam… Moi przyjaciele postanowili zaopiekować się Jędrkiem, dopóki sytuacja jego opiekunów nie ulegnie zmianie.

Umówieni byliśmy na konkretną godzinę…

Wcześniej zadzwoniłam do opiekunów instruując ich co powinni przekazać, wraz z psem…
Powiedziałam o LEGOWISKU PSA, KARMIE i KSIĄŻECZCE ZDROWIA Z ZAŚWIADCZENIEM O SZCZEPIENIU P/WŚCIEKLIŹNIE.

Jak ogromne było moje zdziwienie, kiedy usłyszałam, że pies nie ma karmy, nie ma swojego posłania i nie ma również szczepienia przeciwko wściekliźnie.

 

Niemalże natychmiast, prawdopodobnie, obawiając się mojej reakcji postanowili zrezygnować z przekazania psa.

 

Drążyłam temat dalej, widząc że ich sytuacja finansowa jest delikatnie mówiąc, zła. Postanowiłam Jędrka od nich wykupić…

Udało mi się umówić z nimi na spotkanie, pojechała ze mną koleżanka razem ze swoją 10 miesięczną córeczką. Nie chciałam być już z nimi sam na sam…

To był marzec, godzina ok. 15ej…

Zaspana opiekunka otworzyła drzwi mieszkania i WYLECIAŁ z nich Jędrek, okazało się, ze nie był jeszcze na spacerze po nocy, więc rzeczywiście… Ten pies miał prawo się śpieszyć…

 

Ustaliliśmy, że wykupię od nich psa. Umówiliśmy się, że pieniądze przekażę im jak najszybciej, po tym kiedy przebadam i przeleczę psa. Ponieważ interwencja weterynarza była niestety konieczna…

Poprosiłam, żeby podali mi numer konta na który mam wpłacić pieniądze.

Pierwsze miejsce do którego się udałam, to weterynarz… Postanowiłam zaszczepić Jędrka p/wściekliźnie, ponieważ w myśl ustawy brak szczepienia jest karany grzywną, lub karą więzienia, a także kilkumiesięczną kwarantanną psa.

Więc było to dla mnie priorytetem…

Pies nie czuł się najlepiej, miał zagrzybione uszy, bardzo źle się ruszał, na pierwszy rzut oka widać było, ze coś go boli…

Szczepienie jednak było w tamtej chwili najważniejsze !!!

Ponieważ od zawsze wszelkie jego dokumenty, były u mnie i to ja widniałam na nich jako jego właściciel i to Właśnie ja mogłam być posunięta do odpowiedzialności w chwili gdyby coś złego się wydarzyło… Gdyby Jędrek kogoś ugryzł, przestraszył, a było to wielce prawdopodobne, gdyż Jędrek był dzikusem wychowanym w środku miasta. Czasem śmieje się, ze właściwie ten pies wychował się sam… Najczęściej biegał samopas przy ruchliwej ulicy, mieszkał w domu z kilku letnim chłopcem, który robił sobie z niego „dywanik”. Ile mądrości było w tym młodym psie, ze nie ugryzł tego dzieciaczka… Mogę tylko dziękować Bogu…..

 

Psisko na czas leczenia, zamieszkało u mojej koleżanki… Jak ogromne było jej zdziwienie, kiedy do domu wszedł jej mąż, a Jędrek zsikał się ze strachu pod siebie….

Bardzo przykro było patrzeć na psa, który boi się podniesionej męskiej ręki, czy podniesionego głosu… Pies nie był chudy, nie na tym polegało jego zaniedbanie… Nie będzie tu drastycznych zdjęć z zachudzonym psiakiem, ponieważ na pierwszy rzut oka, wyglądał on dobrze… Widać było opuchnięty bark, bolesność w łokciu, zaropiałe oczy i niesamowicie brudne uszy.

 

Wróciłam do domu, a tam już czekał na mnie E-MAIL Z NUMEREM KONTA, NA KTÓRE MIAŁAM WPŁACIĆ UMÓWIONĄ KWOTĘ BYŁYM OPIEKUNOM.

 

Zgodnie z umową, zajęłam się najpierw leczeniem psa…. Kolejnego dnia, przyszedł do mnie SMS z pytaniem -

"kiedy wpłacę pieniądze ?? "

 

A dnia następnego, zadzwoniła do mnie pani z policji i poprosiła o stawienie się na komisariacie… co się okazało ?

ZOSTAŁAM OSKARŻONA O KRADZIEŻ PSA (!!!)

 

Nie będę się rozpisywać co się działo w między czasie, ile obraźliwych maili dostałam od tych ludzi i jak bardzo chcieli się na mnie zemścić.

Na pewnym forum internetowym, powiedzieli, że mnie ZNISZCZĄ i że (tu cytat) kiedy ze mną skończą nie sprzedam ani jednego psa !

Według policji nie były to groźby karalne. Nie napisali przecież, że mnie zabiją (!).

Cóż, takie mamy prawo…

 

Składając zeznania na policji, powiedzieli, że weszłam, a właściwie wtargnęłam do ich mieszkania, zabrałam psa, ukradłam też jego dokumenty !

(co oczywiście było bzdurą, dokumenty psa były u mnie jako zabezpieczenie naszej umowy współwłasności)

 

Człowiek prowadzący sprawę zakazał mi leczenia Jędrka, gdyż został on traktowany jako dowód w sprawie. A każde leczenie może nieść za sobą ryzyko powikłań, za które zostałabym obciążona.

 

Pomimo wszystko leczyłam Jędrka, jedyne co, to napisałam formalne pismo o pozwolenia na wykonanie badania radiologicznego.

Odpowiedzi nie dostałam żadnej, ale i tak pojechałam do doktora Sławskiego prześwietlić psa, a dr. Marciński wykonywał badanie ultrasonograficzne.

 

Badanie USG: wykazało torbiel w okolicach barku i łokcia.

Badanie RTG: wykazało zmiany zwyrodnieniowe w stawie łokciowym, o podłożu pourazowym.

 

Tak więc pies miał nieuleczony poważny uraz, torbiel, zwyrodnienie i bolesność jaka temu towarzyszyła wskazywała na długotrwałość tego procesu.

W czerwcu pies został zoperowany.

Gdyby ta operacja nie została wykonana, Jędrek z czasem stałby się psim kaleką, co w przypadku doga jest niemalże jednoznaczne ze śmiercią.

 

Byli opiekunowie Jędrka stworzyli stronę internetową, gdzie nazywali mnie złodziejem i przestrzegali przed kontaktami ze mną.

Oskarżali o znęcanie się nad szczeniakami, przerabiali zdjęcia, które miały być dowodem na to co robię… Oskarżali mnie o podstawianie reproduktorów…

Proponowałam wykonanie badań genetycznych, które mogłyby potwierdzić lub zaprzeczyć tym słowom. Oczywiście na ich koszt… Ale…….. „NIE CHCIAŁO IM SIĘ”

 

Ech, wiele zdrowia mnie to kosztowało, ale też wiele się nauczyłam…

 

W między czasie okazało się, ze ci miłośnicy zwierząt mają już wiele na sumieniu.

I nie jestem pierwszą osobą, którą postanowili oszukać….

 

Kilka lat wcześniej adoptowali chorego pieska… Na forum napisali wtedy - „Kochamy go razem z jego chorobą”

 

Zabrali biedę do domu, ZBIERALI PIENIĄDZE od ludzi, na leczenie psiaka, po czym go ODDALI.

 

Rok później adoptowali dożycę bez rodowodu.

Daszeńka, była pogodną suką zanim do nich trafiła… Pewnej nocy mąż właścicielki zadzwonił do dziewczyny zajmującej się adopcją Daszeńki, a słowa które zostały wtedy powiedziane nie nadają się do powtórzenia. Chciał aby jak najszybciej suka została od nich odebrana, bo inaczej wyrzucą ją na ulicę.

Suka, została zabrana w fatalnym stanie psychicznym, chuda, z rozwalonym ogonem.

 

Kolejny rok to, Jędrek…….. Pies o dużej wartości, o dużych możliwościach reprodukcyjnych, pies na którym mieli nadzieje zarobić… Pies, dla którego postawiłam na szali swoje dobre imię i jak się później okazało swoje zdrowie……

 

Kiedy prokuratura umorzyła sprawę Jędrka, (nie znajdując znamion popełnienia przestępstwa)  mogłam już psa zoperować i znaleźć mu w końcu dobry, kochający dom !!

Tak też się stało….

 

W lipcu 2009 roku były opiekun Jędrka w swoim ogromnym poczuciu bezkarności, postanowił załatwić sprawę w inny sposób…

Napadł na mnie, w moim domu….

Sprawa karna wytoczona przez Prokuraturę, wciąż się toczy.

 

Tłumaczenie tego człowieka jest bardzo ciekawe i jednocześnie tak lekceważące Polskie prawo i ludzi w nim mieszkających, ze aż przykro…

Twierdzi, że przyjechał, aby ze mną porozmawiać, wziął ze sobą kolegów, nie po to aby mnie przestraszyć, ale po to aby występowali jako świadkowie.

A Prawda jest taka, ze próbował wejść do mojego domu, razem z drzwiami i tylko dzięki psom, nie udało mu się to…

Kiedy poinformowałam o wezwaniu policji, uciekli.

Żaden z jego „świadków” nie stawił się na sprawie…. Sądzę, że bali się kłamać w Sądzie.

 

Kilka dni po napaści na mnie, wytoczyli mi sprawę cywilną o kradzież psa… Myślę, ze to była już ich jedyna linia obrony…

Dostałam od nich maila, w którym szantażowali mnie, ze jeśli nie wycofam sprawy o napaść, oni zniszczą mnie w Sądzie Cywilnym.

 

Podczas rozprawy, zażądali ode mnie 26 000 zł zadość uczynienia…

Przedstawili umowę, którą z nimi podpisałam. Umowę która mówiła o ZADATKOWANIU i ZAREZERWOWANIU szczenięcia, ale była błędnie przeze mnie zatytułowana, jako „Umowa kupna – sprzedaży”

Tak więc Sędzia w ten właśnie sposób ją potraktował…

 

I Była to jedyna kwestia jaką Sędzia rozstrzygał na rozprawie, gdyż w świetle prawa polskiego, zwierze jest rzeczą i tak też należy je traktować…

Nie zasądził ŻADNEJ kwoty na rzecz byłych opiekunów, nie nakazał też zwrotu psa.

Na szczęście dla Jędrka, miał już nowych WŁAŚCICIELI i to właśnie, uratowało go przed powrotem do tych ludzi.

 

Na wszystkie słowa tutaj zawarte mam dowody, maile, podane numery kont, zaświadczenia weterynaryjne, rachunki przez mnie opłacone…

Nie zamieszczę ich na stronie internetowej, ponieważ boje się, ze mogłoby to zaszkodzić w sprawie…

Osobom zainteresowanym jestem gotowa przesłać te informacje…

 

Jest takie powiedzenie „ Psy szczekają, a karawana idzie dalej”

I tak właśnie jest…

W dalszym ciągu hoduje psy, w dalszym ciągu w moim domu pojawiają się szczeniaki, a co za tym idzie ludzie którzy zabierają je do swojego domu, Ludzie którzy obdarzają mnie zaufaniem… A Ja ufam Im…

 

Dziękuję wszystkim za słowa poparcia, to dla mnie bardzo cenne…  

 

 

Kolejnym moim krokiem, prawdopodobnie będzie wniesienie pozwu o zniesławienie z art .212 KK